WSPOMNIENIA

Wiesław Cholewa:
"MŁODE WILKI MORSKIE"
1 2 3 4 5 6 7 8

Po przejściu około stu metrów w słusznym kierunku, po skrzypiącym od mrozu śniegu wołaniami wzywaliśmy go do powrotu. Przecierając ze zdziwienia zaspane oczy z komentarzem który nie nadaje się do publikacji, wracał do swojej ciepłej kabiny. Swoje umiejętności pływackie, zwłaszcza wieczorową porą doskonalił nasz szkolny klub płetwonurków. Korzystając z wywieszonego za burta sztormtrapu, testowali sprzęt do nurkowania oraz techniki w pływaniu na orientację.
Pewnego razu droga powrotu została odcięta. Porucznik, który tego dnia miał służbę wytropił śmiałków. Ustawił na brzegu przy rufie statku swoją pomarańczową "Zastawkę" i długimi światłami oświetlał powierzchnię wody i oczekiwał na pojawienie się "delfinków". Akumulator powoli zaczął się rozładowywać, a pływacy inną drogą wrócili na statek. Ogłoszono alarm ewakuacyjny szkoły w poszukiwaniu sprawców. Pierwszymi podejrzanymi byli uczniowie z mokrymi włosami, ale okazało się, że właśnie brali kąpiel w statkowej łaźni i trzeba ich było zwolnić z podejrzeń. Trzeba wiedzieć, że pan porucznik miał przygotowanie prawnicze i dalej prowadził śledztwo. Doprowadziło go do magazynku klubu płetwonurków, do którego świadomie przez dłuższy czas różnymi sposobami utrudniano dostęp. Kurtyna opadła. Po komisyjnym otwarciu tego niedostępnego sezamu, dowody rzeczowe ociekające wodą wisiały na wieszakach, a osoby korzystające z tego sprzętu następnego dnia miały bardzo poważną rozmowę z dyrekcją szkoły.
O naszą kondycję fizyczną dbał również oficer dyżurny, który z wychowawcą internatu pełnił całodobowe dyżury.
Już na porannej zaprawie ćwiczyliśmy bieg angielskiej armii kolonialnej. Z łokciami trzymanymi przy tułowiu wysoko unosząc kolana biegliśmy w kierunku dworca morskiego. Granicę biegu wyznaczał przenośny kosz na śmiecie, który w drodze powrotnej wraz z nami przemieszczał się skracając dystans kolejnym biegaczom. Co bardziej zmęczeni sportowcy korzystali z komunikacji miejskiej i tramwajem wracali na statek, wzbudzając ciekawość pasażerów, którzy w porannym tłok jechali do pracy.
Kolejnym torem przeszkód, pokonywanym przez uczniów to schody na Wałach Chrobrego. Naszym sprzymierzeńcem przez pewien okres był drewniany płot, który zabezpieczał prace konserwacyjne przy pomniku. Pozwalał on schronić się grupie biegaczy i złapać drugi oddech, ale zostaliśmy zdekonspirowani, ponieważ liczba osób wbiegających przy pierwszym okrążeniu, nie zgadzała się z ilością po wracającą na dół. Średnio różnica ta wynosiła połowę grupy. Do perfekcji opanowaliśmy zmianę ubioru, z drelichów na mundury wyjściowe i szybkość przemieszczania się z dziobu na rufę w ramach przeprowadzanych zbiórek. Swoją sprawność fizyczną bywało, że sprawdzaliśmy z męską częścią mieszkańców Niebuszewa oraz gośćmi hotelu robotniczego. Wszystko to za sprawą bursy międzyszkolnej przy ulicy Zygmunta Starego, w której mieszkały nasze rówieśnice. Nie jedna zawarta tam znajomość trwała długi czas. Strefą zero był Park Żeromskiego, przejście przez tą enklawę zieleni samemu lub w mniejszej grupie, było nie lada wyczynem. Najlepiej było tu widać nasze przygotowanie sportowe, a życie okazało się najlepszym arbitrem i egzaminatorem. Podejrzewam, że kilka nieoficjalnych rekordów szkoły w bieganiu zostało tu pobitych. Te trudności nie były dla nas żadną przeszkodą w zdobywaniu niewieścich serc w okolicy. Wręcz przeciwnie, każda nowa zawarta znajomość traktowana był jak podwójne zwycięstwo. Należy tu wspomnieć, że w dobrych stosunkach byliśmy ze szkołami żeńskimi pielęgniarek, specjalistek od zbiorowego żywienia i ekonomistek. Organizowaliśmy w nowej auli dyskoteki. Było to duże wyzwanie dla kadry, aby upilnować tak dużą grupę młodzieży i utrzymać ją w jednym pomieszczeniu.

1 2 3 4 5 6 7 8

www.liceummorskie.com - Wszelkie prawa zastrzeżone.
W grafice wykorzystano zdjęcia ze strony www.szczecin.pl