WSPOMNIENIA

Wiesław Cholewa:
"MŁODE WILKI MORSKIE"
1 2 3 4 5 6 7 8

Każdego ranka przed apelem porannym i podniesieniem bandery bacznie obserwowaliśmy, który z profesorów jest już w szkole. Pomagała nam w tym znajomość marek samochodów jakimi się poruszali, chociaż pensje z ministerstwa szkolnictwa nie były rewelacyjne. Najbardziej efektowne wejście miał dyrektor szkoły, który każdego ranka schodził ze schodów niczym w paryskiej rewii, przez te wszystkie lata ustanowił światowy rekord. Obserwując poranną frekwencję ciała pedagogicznego, obstawialiśmy jakich przedmiotów w dniu dzisiejszym może nie być.
Jeden z pierwszych wykładowców fizyki i rysunku technicznego, z doświadczeniem bokserskim, gdy uczeń miał uwagi co do wystawionej oceny, zapraszał delikwenta do czwartej ładowni na sparing. Dawał tym sposobem możliwość poprawienia oceny, nie przypominam sobie jednak, aby ktoś podjął rękawicę.
Ruletka na wykładach BHP i OUN również wprowadzała dreszczyk emocji. Materiał musiał być wykuty na blachę, łącznie z interpunkcją.
Na matematyce szczególnie byli wyróżniani mieszkańcy Pyrzyc i okolic, a znajomość podręcznika należało mieć opanowaną do perfekcji, tak aby potrzebny wzór lub twierdzenie odnaleźć według wskazówek - strona czwarta szósty wers od góry.
Kapitan marynarki wojennej, wykładowca przysposobienia obronnego na każdych zajęciach stosował sprawdziany zwane z przyjaznego nam języka "letuczkami" i ten przydomek związał się z nim na stałe.
Wszystkie twarde, trudne charaktery, po przez literaturę piękną i poezję, starała się wprowadzić w bardziej romantyczny świat pani od polskiego. Próbowaliśmy nawet swych literackich umiejętności w szkolnym piśmie "Trap".
Gdy ktoś chciał wypłakać się, zwierzyć lub opowiedzieć o swych sercowych dramatach biegł do pani od historii.
Zajęcia z języka angielskiego, zwłaszcza na ostatnim roku, nie cieszyły się dużą frekwencją. Pani, która próbowała nauczyć nas najlepszego brytyjskiego akcentu, nie była zorientowana w zawiłościach morskiego nazewnictwa. Wszyscy pełniący służby mieli nieobecności usprawiedliwione. Wymyślaliśmy nowe obowiązki, aby tylko mieć więcej wolnego czasu, były to służba w szpigacie lub zamiatanie kilwateru.
Słaba frekwencja została szybko poprawiona przez dyrekcję i lekcje angielskie cieszyły się większym zainteresowaniem.
Nad praktyczną nauką zawodu czuwała grupa bosmanów, motorzystów i mechaników oraz instruktorów warsztatów.
Działanie i pracę na różnego typu maszynach poznawaliśmy w gościnnych warsztatach Technikum Mechaniczno-Energetycznego. Nie obce nam było spawanie, obróbka skrawaniem, prace stolarskie i w kuźni. Na statku w warsztacie szkutniczym budowaliśmy małe jachty zwane "kaczuszkami", były również warsztaty modelarskie i metaloplastyki. I tak z niecierpliwością przygotowywaliśmy się do odbycia praktyki na statkach PŻM typu "Kolejarz".

1 2 3 4 5 6 7 8

www.liceummorskie.com - Wszelkie prawa zastrzeżone.
W grafice wykorzystano zdjęcia ze strony www.szczecin.pl