WSPOMNIENIA

Wiesław Cholewa:
"MŁODE WILKI MORSKIE"
1 2 3 4 5 6 7 8

W latach 1977-78 wraz z kolegami spędziliśmy dwanaście miesięcy na statku "Hutnik". Opiekę nad nami sprawowało dwóch szacownych profesorów ze Stargardu Szczecińskiego. Dla wykładowcy matematyki i fizyki, był to pierwszy kontakt z szerokim morzem i próbowaliśmy to bezwzględnie wykorzystać. Było nas niewiele ponad dwudziestu, dodatkowo czterdziestu członków załogi, czasami podróżowali z nami pasażerowie. Pod względem turystycznym linia była dosyć atrakcyjna. Odwiedzaliśmy Grecję, Maroko, Norwegię i północne rejony dawnego ZSRR, a dokładnie port Murmańsk. Systematycznie zawijaliśmy do portów krajowych, częściej jednak do Gdańska niż Szczecina, a miało to związek z przewozem siarki, która była naszym wiodącym i ulubionym ładunkiem. Oprócz zajęć dydaktycznych dzielnie pracowaliśmy wraz z załogą, poznając tajniki marynarskiego zawodu. Przechodziliśmy przez poszczególne działy pokład, maszyna, hotel, a w czasie wolnym słuchaliśmy opowieści o łuku, bumerangu i astrolabium.
Dzięki organizowanym quizom tematycznym, poznawaliśmy kulturę, tradycję, historię państw, które kilkakrotnie mieliśmy okazję odwiedzić.
W Murmańsku nawiązaliśmy bliskie kontakty z tamtejszą szkołą morską. Rozegraliśmy mecz piłki nożnej na, powiedzmy to boisku, którego nawierzchnię stanowiły fundamenty wyburzonych budynków. Braki kondycyjne dawały znać o sobie i wynik był niekorzystny dla nas. W rewanżu chcieliśmy zaprosić naszych kolegów do "Interklubu", ale był on niestety tylko dla gości zagranicznych. Dlatego przenieśliśmy się do innego lokalu i wprowadzaliśmy w życie naszych radzieckich rówieśników.
Honor biało-czerwonej i naszej szkoły został obroniony przez profesora od języka polskiego. Rozegrał pokazowy mecz w tenisa stołowego z mistrzynią okręgu. W Murmańsku poznaliśmy tajniki pracy przedstawicieli urzędu celnego, gdzie rewizje osobiste były na porządku dziennym. Jednak pomimo tych kontroli wymiana handlowa rozwijała się i wyroby dżinsowe wyprodukowane w Szczecinie, oraz produkty prywatnych wytwórców znajdywały nabywców od ręki.
Pierwsze kroki w działalności handlowej poznawaliśmy dzięki załodze, która nas wykorzystywała, ale później przeszliśmy już na własny rachunek i byliśmy solidną konkurencją. W tamtych ciekawych czasach różnice ekonomiczne i nie tylko, pomiędzy Krajami były znaczne, dlatego nie narzekaliśmy na brak zatrudnienia. Przy naszych skromnych oficjalnych zarobkach ćwierć dolara dziennie każdy dodatkowy grosz miał duże znaczenie. W krajach arabskich handel miał szczególny charakter. Podstawa i główna przyjemność to targowanie się ocenę, także próba oszukania przez lokalnych handlarzy niewiernych przybyszów, za których nas uważali i często stawiali to sobie za punkt honoru. Trafiła jednak kosa na kamień.
Dzięki praktykom na warsztatach, zdolności manualne mieliśmy bardzo dobrze rozwinięte. Pomagałem koledze z dwóch zepsutych aparatów fotograficznych stworzyć jeden nowy unikalny model. Wszystkie mechanizmy funkcjonowały, miał jednak jedną wadę nie robił zdjęć. Udało nam się z nim wyjść do miasta i natychmiast zostaliśmy oblężeni przez grupę kupców. Po oddaleniu się na bezpieczną odległość od bram portu rozpoczęliśmy negocjacje handlowe z najbardziej wytrwałym klientem. Aparat bardzo się podobał, kupiec chciał go jednak sprawdzić w zakładzie fotograficznym. Włos nam się lekko zjeżył na głowie, ale kamienna twarz i nerwy opanowane. Oględziny wypadły pomyślnie, byliśmy dumni z siebie, czas więc na najprzyjemniejszą chwilę, rozliczenie finansowe. Kwota była dla nas bardzo zadowalająca i po transakcji szybkim krokiem oddaliliśmy się na statek. Kolejne dwa dni do wyjścia w morze musieliśmy jednak spędzić na statku, gdyż nasz kupiec czekał cierpliwie na bramie chcąc dokonać zwrotu wadliwego towaru. Nie miał jednak dowodu zakupu i karty gwarancyjnej.

1 2 3 4 5 6 7 8

www.liceummorskie.com - Wszelkie prawa zastrzeżone.
W grafice wykorzystano zdjęcia ze strony www.szczecin.pl