WSPOMNIENIA

Wiesław Cholewa:
"MŁODE WILKI MORSKIE"
1 2 3 4 5 6 7 8

Po powrocie z praktyk w zmniejszonym o dwie osoby gronie, które wysiadły w Grecji, rozpoczęliśmy ostatni rok nauki i przygotowania do matury.
Był również czas na jesienne wyjazdy na wykopki ziemniaków, pamiętną w latach 1978/79 akcję zima, w której dzielnie wspieraliśmy miejskie służby drogowe i odśnieżaliśmy ulice w okolicach naszej szkoły.
W klasach ósmych szkół podstawowych prowadziliśmy pogadanki i reklamowaliśmy nasze liceum, aby tylko jak najlepsi trafiali na pokład "Maciejewicza".
Huczna studniówka odbyła się w "Domu Marynarza". Swą obecnością zaszczycił nas dyrektor PŻM, który w krótkim przemówieniu nie zdążył wypowiedzieć wszystkich życzeń skierowanych do słuchaczy ponieważ salwa korków od szampana, w nieelegancki sposób przerwała naszemu sponsorowi i późniejszemu pracodawcy.
Temperatura przed egzaminem maturalnym wzrastała. Ostatnia noc to giełda „pewnych" tematów maturalnych, wzmożone kontakty i wymiana informacji z rówieśnikami z innych szkół. Mobilizowało to jednak do zajrzenia jeszcze ostatni raz, do książki i przerobienia w ekspresowym tempie czterech lat nauki. W tym też okresie, w dniu przerwy pomiędzy egzaminami pisemnymi z matematyki i polskiego poznałem wybrankę mojego dalszego, rodzinnego życia.
Po zdanych egzaminach maturalnych, o których rozpisują się szkolne kroniki i statystyki, niestety bez balu maturalnego rozjechaliśmy się do domów.
Dalsze losy dla wielu z nas były podobne, nauka na uczelniach wyższych, praca, wojsko. Wielu wybrało życie w innych krajach, pracę na lądzie, lub dalej przemierza morza i oceany pod różnymi banderami u wielu armatorów, pełniąc obowiązki od marynarza, motorzysty, mechanika, nawigatora, aż po zaszczytny tytuł kapitana żeglugi wielkiej. Są wśród nas prezesi, dyrektorzy, prywatni przedsiębiorcy i chyba każdemu w jakiś sposób, pobyt, nauka w tej szkole pomogły w dalszym zawodowym życiu 28-go czerwca 2003 roku w trzydziestą rocznicę powstania szkoły będzie okazja o tym porozmawiać.
Ze smutkiem i łezką w oku żegnaliśmy nasz statek, który został odholowany do Szwecji. Szkoda, że w ostatnią podróż nie mógł uruchomić swego „serca", wypieszczonej maszyny parowej, w której na zdezelowanym fotelu pełniliśmy wachty w kotłowni, kontrolując ciśnienie pary w wielkim kotle. Swoistego uroku dodawał odgłos pracującej miarowo, pompy parowej wody słodkiej, która zasilała system sanitarny statku. Nie jeden student wydziału mechanicznego po raz pierwszy i być może ostatni miał okazję zobaczyć tak dużą maszynę parowo-tłokową. System parowy ogrzewał nasze kabiny i cały statek, odgłos strzelających rurociągów, przecieki wody lub pary, brak możliwości dokładnej regulacji temperatury, powodowały, że często w kabinach mieliśmy saunę.
Po latach wspomnienia odżywają i okres nauki w liceum, które bardzo fachowo przygotowało nas do pracy na morzu nie był czasem straconym. Szkoda, że dzisiaj nie ma szkoły o podobnym charakterze, chociaż dwu letniej przygotowującej maturzystów do zawodu. Zapotrzebowanie na fachowców jest nadal i to na całym świecie.
Do dzisiaj kapitanowie wspominają absolwentów, z którymi w pracy zawodowej mieli okazję się zetknąć. Były indywidualności i trudne charaktery, ale każdy z nas, znał swoje obowiązki i rzetelnie je wypełniał. Dzisiaj brakuje tego tak ważnego w pracy na morzu ogniwa.

Nie czekajmy kolejnych trzydziestu lat aby się zobaczyć. Częściej spotykajmy się rocznikami, a może co pięć lat całą szkołą.
Tego sobie, a także wszystkim związanym z Liceum Morskim życzy autor, który w tempie ekspresowym spisywał te słowa na Pacyfiku w drodze z Panamy do Japonii.

Luty 2003.

1 2 3 4 5 6 7 8

www.liceummorskie.com - Wszelkie prawa zastrzeżone.
W grafice wykorzystano zdjęcia ze strony www.szczecin.pl